niedziela, 29 marca 2009

Coma - Hipertrofia




Mógłbym, że to kolejna opowieść o wrażliwym facecie, który nie może się pozbierać, więc szlaja się po klubach, za dużo pije i pali, przez co ostatecznie kończy z głową w klozecie.
Taką historię Coma umieściła na Zaprzepaszczonych Siłach, dlatego mogę zarzucić pewien element wtórności. Ale ładunku emocjonalnego i melodyjnych kompozycji zespołowi odmówić się nie da. Piosenki są chwytliwe i łatwo zapadają w pamięć, ponadto pojawiają się stylistyczne zawirowania, które nie rozbijają spójności albumu. Warto tu wymienić przyzwoicie nu-metalowe Trujące rośliny, Transfuzję, rapowany Osobowy czy jazzująco-bluesową Emigrację.
Rogucki zawsze pisał mocno poetyckie teksty. Tym razem chyba nieco „przepoetyzował”, - gdy pomyślę o Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców mimowolnie się uśmiecham a Lśnienie moim zdaniem momentami ociera się o kicz („braciszku, przyszło nam szumieć na skurwiałym bruku miasta królów”).
Interesujące są także niektóre przerywniki między utworami, zwłaszcza występujący w roli intra pierwszej płyty Party - Ein Buch fur Alle und Keinen o industrialnym zabarwieniu. Jednak z Polish Ham można było zrezygnować, w moim poczuciu estetyki odgłosy kwiczącej świni rażonej prądem nie są przyjemne dla ucha.
Nie brakuje również stałych już chyba akcentów politycznych. Rogucki po raz kolejny porusza problem emigracji w utworze o takim właśnie tytule. Tekst wydaje się nieco kontrowersyjny: „pozostały już tylko brzydkie dziewczyny, mają nogi porośnięte włosami, wszystkie ładne wyjechały do Stanów”, no ale cóż, podobno sztuka nie znosi kompromisów…
Coma przyłożyła się solidne do swojego kolejnego wydawnictwa, jednak blisko dwie godziny muzyki jak na jeden raz to za dużo. Rozwijają pomysły zawarte na poprzednich albumach, niestety nie jest to oddech świeżości. Mimo to zespół ma już tak licznych wiernych fanów oraz przeciwników, że chyba nie pozostaje mi napisać nic innego, że nowy longplay Comy to „kochaj albo rzuć”.



oficjalna strona
myspace
last.fm