poniedziałek, 21 września 2009

Radiohead - From The Basement


Im chyba nic nie może zwyczajnie nie wyjść. Koncert w Polsce przeszedł mi koło nosa z powodu braku funduszy, dlatego naiwnie próbuję to sobie zrękompensować filmikami z youtube. Poniekąd wrzucam też, żeby wszystko mieć w jednym miejscu i wreszcie na spokojnie obejrzeć w całości.
Koncert został wyemitowany 30 maja 2008 r. za pośrednictwem kanału VH1 w ramach promocji In Rainbows, przed wyruszeniem na właściwą trasę koncertową. Oprócz utworów z ostatniego longplaya, zespół zagrał jeszcze kilka innych. Mam nadzieję, że udało mi się znaleźć wszystkie.

























A na deser jeszcze Thom.





Dhafer Youssef Quartet - Odd Poetry


Rzadko się zdarza, żebym przez blisko 10 min siedział przed monitorem, słuchał i patrzył, zapominając o tym, co dzieje się dookoła. Ale to co usłyszałem ma taką moc.

sobota, 19 września 2009

L.U.C - 39/89




Z ręką na sercu - nie interesuje mnie za bardzo historia Polski. Z najważniejszych wydarzeń pamiętam pi razy drzwi jakieś daty i że ktoś komuś coś tam, ale wyszło inaczej. Z reguły na lekcjach w liceum przysypiałem, a że nigdy nie udało nam się zrealizować do końca materiału, więc wydarzenia z lat 1939-1989 mocno kuleją w mojej świadomości. Że wojna, komuna, PRL, Solidarność, papież i obrady Okrągłego Stołu - wszystko gdzieś się o uszy obiło, ale nigdy nie ciekawiło mnie na tyle, żeby się w to wgryzać. Zdarzyło się, to w porządku, ale po co patrzeć wstecz, przecież teraz jest inaczej. L.U.C natomiast pokazał mi, że być może do tej pory żyłem w błędzie.

Moje obserwacje naszej ojczyzny, które rozpocząłem albumem PLANET LUC - doprowadziły mnie do konkluzji, iż kompeltnie jej nie rozumiem.

I coś w tym jest, bo ja też nie ogarniam tego, co się dzieje w kraju nad Wisłą. Kiedy próbowałem czegoś się dowiedzieć, (bo nawet nie zrozumieć, za wysoki to level był) media zawsze serwowały kilka sprzecznych wersji a politycy zajmowali się wszystkim, tylko nie polityką. Dlatego też przez ostatnie lata wystrzegam się telewizji a po gazetę sięgam przeważnie do działu o kulturze. O bierzących wydarzeniach nic nie wiem i jakoś mi z tym dobrze. Ale L.U.C jakoś dziwnie poruszył moje sumienie. Może nie tyle on, co wybrane przez niego radiowe głosy, świadczące o wydarzeniach z tamtych lat. Fakt, mieliśmy przesrane, ale nic tu nie uderza w funeralny i cierpiętniczy ton, nie ma tu żadnej martyrologii. Jest nawet odwrotnie. Mówią do nas tamci ludzie, z czasów okupowanej Warszawy, z PRL-u, stanu wojennego, znajdujący się po jednej lub drugiej stronie barykady i to jest jakieś magiczne przeżycie. Rostkowski długo się nasiedział w Archiwum Polskiego Radia wybierając odpowiednie nagrania (wiele z nich nie trafiło na album z powodów prawnych), ale zaowocowało to niezłykłą opowieścią o legendzie 39/89. Bez upiększeń, moralizatorstwa, po to, żeby każdy mógł samodzielnie dojść do swoich wniosków.



Głosy przewijają się przez eklektyczne muzyczne tło, charakterystyczne dla dokonań L.U.Ca. Muzyka kameralna miesza się tu z mocno osadzoną elektroniką, dęciaki przypominają o jazzie, nie brakuje też gitarowych akcentów. Słucha się tego naprawdę dobrze, każdy utwór (nie wiem, czy to dobre słowo) po prostu rusza, klimat jest niepowtarzalny. Cały album to jedno wielkie muzyczne słuchowisko, podróż po przeszłości. Nie da się tego słuchać przy sprzątaniu czy surfowaniu po sieci, bo wymaga skupienia. Inaczej nie dotrze i nie poruszy. Osobiście przy Purrysowej klęsce czułem dreszcze, które często dawały jeszcze znać o sobie (pożegnianie ks. Jerzego Popiełuszki czyimś łamiącym się głosem, słowa papieża w Przebudzenie Boga 1978 "Niech stąpi duch Twój..."). Niesamowicie wbił mi się też Do roboty już bez IQ ze względu na swój słodko-gorzki charakter (absurdy PRL-u, "budujemy betonowy nowy dom" i ten mięsisty gitarowy riff). Naprawdę ciekawe wydawnictwo, niezaprzeczalnie oryginalne, które jest zapowiedzią większej całości - ma powstać bowiem film, muzyczny dokument zrobiony w estetyce teledysku (więcej w materiałach prasowych).
Pochwalić muszę jeszcze okładkę albumu. Sama w sobie już odpowiednio naprowadza na odpowiednie historyczne skojarzenia. I to oko, spojrzenie naszego orła w porównaniu z ledwo zaznaczonymi oczami czerwonego i czarnego.
L.U.C przekonał mnie, że jednak

Musimy pamiętać. Nie po to, by nienawidzić Rosjan czy Niemców, lecz by poprzez historię uczyć się lepiej decydować o przyszłości, a także by docenić ten piękny bajzel, w którym przyszło nam żyć.
Idę więc odgrzebać zakurzone podręczniki do historii.

myspace
last.fm
oficjalna strona

czwartek, 17 września 2009

Rammstein - Pussy


Panowie lubią zaskakiwać, robić sobie niewybredne żarty, rozpalać (dosłownie i w przenośni) tłumy na koncertach i wykonywać obsceniczne gesty (patrz Buck Dich). No ale tym razem w moim odczuciu przegięli. Zrobili porn music video. Zastanawia mnie, czy to czysto hedonistyczne podejście do sprawy, czy jednak jest w tym trochę ironii. Ale jeżeli jest, to klip skutecznie ją zabija, bo jest - co tu dużo mówić - za ostry. Jak dla mnie tą produkcją przebili wszystko, nawet to, co do tej pory zrobił Marylin Manson.
Klip do obejrzenia tutaj.

środa, 9 września 2009

I Would Set Myself On Fire For You - Believes In Patterns




Zazwyczaj etykietki w stylu "emo" czy "screamo" mnie odstraszają, bo od razu nasuwają mi się My Chemical Romance (ok, przyznam się, miałem do nich chwilową słabość, mea culpa, mea maxima culpa) i te wszystkie grzywki, wymalowane oczy i że "I'm not ok". Ale nie po raz pierwszy przekonuję się, że nie ma co szufladkować i temu porządkowi wierzyć na słowo, ponieważ to o słuchanie się rozchodzi. I tak trochę sobie na przekór odpaliłem I Would Set Myself On Fire For You, zapoznawszy się uprzednio ze zdjęciami i historią zespołu. Był to (od 2007r. już nie jest) skład dosyć niekonwencjonalny jak na screamo, ponieważ obok gitar równoprawnie udzielała się tam altówka, klawisze i różne elektroniczne takie tam. Z samej nazwy gatunku tylko wokal by się zgadzał, bo drą się wniebogłosy i to wszyscy na raz, aczkolwiek i śpiewanych partii nie brakuje, chociażby balladowe (tak, to dobre słowo) So This Is Our Home, któremu zresztą daleko do jakiegokolwiek jazgotu. A i jazzowe elementy się pojawiają, bo i saksofonu nie brakuje (Let The Jazz Band In), w samej materii kompozycyjnej zaś dzieje się równie dużo, co w instrumentarium. Zmiany tempa, tematów, wściekłe riffowanie na przemian z niemal post-rockowymi patentami, do tego wszelakie harmonie i dysharmonie wokalne rozpisane na wiele głosów. Ciekawie jest. I to co mnie chyba najbardziej zmotywowało do zapoznania się z ich muzyką, to energia, którą czuć ze zdjęć. A i same miejsca koncertowe nieprzeciętne, bo żeby w pokoju w czyimś domu lub piwnicy robić koncert, to tego jeszcze nie widziałem. Ale oni chyba lubili grać w różnych dziwnych miejscach.
W całości jednak płyta trochę nudzi, mastering też pozostawia wiele do życzenia, no ale zapewne funduszy zespół nie miał zbyt dużych, żeby móc poszaleć. Tak czy inaczej z I Would Set Myself On Fire For You warto się zapoznać.



last.fm
myspace

poniedziałek, 7 września 2009

I Set My Friends On Fire - Things That Rhyme With Orange


Ok, jeżeli chodzi o szufladki, to nie podejmuję się przypinania etykietek, bo ta kapela (duet?) ma nierówno pod sufitem po prostu. Stylistycznie dużo się dzieje. Ale zrobienie klipu z włochatym pomarańczowym potworem uważam wprost za urocze. Chłopaki mają dystans do tego, co robią, trzeba im to przyznać. Jednak na dłuższą metę nie mógłbym czegoś podobnego słuchać, także wrzucam jako ciekawostkę.



oficjalna strona
myspace
last.fm

sobota, 5 września 2009

Bonobo - The Keeper (singiel)



Wciąż czekam na nowego Bonobo, ale jeszcze tylko do 14 września. A zapowiada się interesująco, singiel promujący totalnie mnie zaskoczył. I było to miłe rozczarowanie, bo jest moim zdaniem bardziej soulowo, popowo nawet ale nadal w chilloutowym wydaniu. Nowym głosem przewodnim stała się Andreya Triana (Simon Green, tak nawiasem, produkował jej solową płytę; inf. za nowamuzyka.pl), moim zdaniem konkurencyjna w stosunku do Bajki z Days To Come, z tą różnicą, iż ta pierwsza nie posiada aż tak charakterystycznej barwy. No i klip, świetny klip a'la panorama z przewijającymi się muzykami w jakimś hotelowym pokoju, z puentą wskazującą, kim może być tytułowy Keeper. Chociaż eM pisała mi, że pozbyłaby się z pierwszego planu wokalistki na rzecz samego wokalu i byłoby wtedy świetnie, ale tak też jest dobrze.

czwartek, 3 września 2009

Porcupine Tree - Way out Of Here (video)



Jakoś średnio mi wchodził Fear Of A Blank Planet Porków, wolałem poprzednie albumy. Ale widzę, że ten nadal jest przeze mnie nieodkryty, bo oto odsłonił się przede mną jeden z jego utworów, a mianowicie Way Out Of Here, a to za sprawą świetnego klipu. Może jest on i sentymentalny, z przewidywalną historyjką, że ludzie odchodzą etc., może nawet ktoś zarzucić, że występuje tu emo dziewczyna, ale co tam - mnie rusza. Przez głupie szczegóły. Tekst ładnie komponuje się z obrazami, już pierwsze wersy "Out at the train tracks / I dream of escape" wprowadzają w klimat - samotna dziewczyna na peronie, chłodne jesienne barwy i odjeżdżający pociąg. iPod w ręku, słuchawki w uszach. Do tego wszystko przeplatane ujęciami z cmentarzyska wagonów kolejowych i widokiem z okna jadącego pociągu na przesuwające się tory, widoki za oknem. To wszystko razem ujęło mnie, ponieważ jest w tym coś magicznego, oglądając klip widzę siebie, bo lubię chodzić po miejscach wyludnionych, gdzie nie ma zbyt dużego ruchu, słuchając samych smutnych piosenek, które kojarzą mi się z kimś tam, kiedyś tam. I to samo jest tu. Ten rodzaj specyficznego odrętwienia, zobojętnienia, zapadania się w siebie w poszukiwaniu opowieści o tym, co było. Owszem, melancholijne to aż mdli, ale czasami trudno cokolwiek na to poradzić.